Lody ze sklepu? Nie, dziękuję!

Znajomi mogą na mnie popsioczyć, bo wspólny spacer ze mną i z dzieciakami nigdy nie doprowadza nas do pierwszej lepszej budki z lodami/goframi/ciastkami czy innymi hot dogami. W związku z tym każde nasze wyjście musi być wcześniej zaplanowane nie tylko logistycznie, ale też kulinarnie. I zazwyczaj kończy się na kocu/ławce/trawie i wyjadaniu tego, co przynieśliśmy ze sobą.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam loda na patyku, czy ‚w rożku’, takiego ze sklepu. Nie tęsknię. Na co dzień stronię też od lodów kupowanych, nawet tych ‚naturalnych/rzemieślniczych/tradycyjnych’. Szczególnie, jeśli są to smaki-widmo, czyli takie, które istnieją tylko z nazwy, bo prawdziwy smak to już inwencja twórcza chemika. Np. smerfowe, kaktusowe, snikersowe, waniliowe (tak, tak! ten smak obok prawdziwej wanilii mógłby sobie poleżeć, ale w składzie ma zapewne wyłącznie w a n i l i n ę.)

Photo by Lama Roscu on Unsplash

Czego brakuje tym lodom ze sklepu?

To pytanie może powinno brzmieć: co takiego mają w sobie te sklepowe/sieciówkowe lody, co sprawia, że im nie ufam?

Lody z sieciówek i sklepów są pełne tak dziwnych dodatków jak: sztuczne barwniki, sztuczne aromaty, stabilizatory, zagęstniki, sztuczne konserwanty, syropy glukozowe, fruktozowe, odtłuszczone mleko, mleko w proszku, woda niewiadomej jakości.

Co prawda pojawiają się już lody z tzw. ‚dobrym składem’. Pojawiają się również małe manufaktury lodów, w których twórcy szczycą się tym, że ich lody są bez sztucznych dodatków. Wierzę, że można już gdzieś trafić na lody z prawdziwej śmietany, z prostym, krótkim składem. Takie lodziarnie poznamy po tym, że mają zazwyczaj jedynie 3-4 smaki lodów. Niektóre trzymają lody w zamkniętych pojemnikach, nie są one wyeksponowane na światło. Ale pewności co do składu nie mamy nigdy.

I to nie znaczy, że od teraz mamy patrzeć na wszystkie lodziarnie krzywym okiem. To nie znaczy, że moja noga już nigdy nie postanie nawet w rzemieślniczej lodziarni. To nie znaczy, że moje dzieciaki nie poznają tej komercyjnej – lodowej strony lata. To jest mój wybór i to jest wybór każdego z nas co, w jakiej ilości i kiedy wkładamy do ust (przynajmniej na dzień kiedy to piszę taki wybór mamy).

Pisząc to, chcę, aby rosła nasza świadomość co do składu lodów, nawet tych, które możemy uważać za ‚bezpieczne’. Chcę, aby zawsze mieć z tyłu głowy, że mogą się tu czaić składniki, które w mniejszym lub większym stopniu mogą obciążać nasz organizm.

Wrócę teraz do tych lodów z ‚dobrym składem’. Wracam i przyczepiam się do poszczególnych ‚zdrowych’ składników 🙂

Śmietana – Niestety, zapewne w 99% przypadków pozyskiwana w sposób przemysłowy. Pasteryzowana. Nawet jeśli w składzie jest napisana tylko śmietana, to jaką mamy pewność, że producent dodał śmietanę bezpośrednio z mleczarni, a nie produkt końcowy taki, jak mamy w sklepach, czyli śmietanę z dodatkami (skrobia modyfikowana, mleko w proszku, tłuszcz palmowy, żelatyna, barwniki…)?

Cukier – wiem, że lodów słodzonych wyłącznie miodem nigdzie nie kupię. A jak kupię, to nie będzie to prawdziwy miód. A jeśli będzie to prawdziwy miód, to aby kupić takie lody dla rodziny musiałabym wydać miesięczne 500+. A jeśli wydałabym za nie dużo mniej, to producent byłby a) albo bogatym sponsorem lodów miodowych, b) albo biedakiem, który nie wie, dlaczego biznes nie przynosi mu dochodu, c) dobrym oszustem, który potrafi sprzedawać lody miodowe bez miodu.

Można gdzieś czasem trafić na lodziarnię perełkę, w której używa się cukru trzcinowego nierafinowanego. Takich lodów nie dawałabym dzieciakom na śniadanie/obiad/kolację, ale powiedzmy, że już na tym spacerze z bliskimi…

Cukier biały rafinowany? – dziękuję.

To że jest rafinowany, to znaczy, że jest pozbawiony wszelkich enzymów, pierwiastków śladowych, witamin, minerałów. Ewa Gierula w swojej książce Zdrowe Dzieci wyjaśnia, że konsumując taki rafinowany cukier, nasz organizm musi pobrać od siebie te brakujące mu witaminy i minerały, aby mógł go zmetabolizować. Czyli prościej: aby pozbyć się rafinowanego cukru, organizm ‚kradnie’ sobie te cenne składniki, których w cukrze zabrakło, a które my z takim wysiłkiem staramy się dostarczyć organizmowi wybierając dla niego wartościowe, ekologiczne produkty. A jak nie ma? Jak już organizm jest ubogi w te składniki, to sobie je pobiera z takich zapasowych miejsc – ząbki? Wiemy już dlaczego od cukru psują się ząbki? 🙂

Ewa Gierula przyznaje, że jeśli kiedyś jej dzieci miałyby być bardzo głodne, a ona miałaby tylko cukier i nic więcej, to dbając o ich zdrowie, o dobrostan całego organizmu, nie podałaby im tego cukru. Pamiętam, że bardzo mnie uderzyło to wyznanie. Ale utwierdziłam się wtedy w przekonaniu, że w moim domu białego cukru nie ma i nie będzie. Nawet dla gości 😉

Przy okazji, niech mi ktoś wyjaśni – dlaczego w Polsce można kupić cukier trzcinowy nierafinowany sprowadzany z końca świata, a nigdzie nie ma cukru nierafinowanego z naszych buraków cukrowych? Rzucam wyzwanie – kto poszuka i mnie oświeci?

Żółtka jaj – no nie oszukujmy się, to na pewno nie są żółtka od tych szczęśliwych kurek, które jedzą robaki i gapią się w słońce. Obstawiałabym fermowe, od zestresowanych kur karmionych paszami modyfikowanymi, faszerowanych antybiotykami i hormonami. Żółtka płynne czy już sproszkowane?

Mleko w proszku – a dlaczego w proszku? Czy ja jestem jakieś niemowlę, które „musi” mieć mleko w proszku? Poproszę pełnotłuste mleko w ciekłym stanie skupienia.

Owoce – mogę przystać na jagody leśne. Co do innych, niestety, mam świadomość, że pochodzą z przemysłowych upraw, na których taka truskaweczka czy malinka jest potraktowana glifosatem (dlaczego tak dużo teraz nowotworów? dlaczego coraz częściej mamy problem z zajściem/utrzymaniem zdrowej ciąży?). Do tego sztuczne nawozy, opryski od szkodników… Przemysłowe owoce z niepewnego źródła to koktajl chemiczny…

O innych składnikach nie będę pisać. Przystanęłam na chwilę refleksji wyłącznie nad tymi niby ‚zdrowymi’.

Czy to oznacza lato bez lodów?

Absolutnie nie!

W bardzo prosty sposób możemy sami w domu zapewnić sobie lodową rozkosz. Najprościej zrobić sorbety – czyli zmiksować i zamrozić owoce/sok owocowy. Na upały będą idealną przekąską! Sposobem dla leniwców mogą być nawet zamrożone duże kawałki owoców i podane gościom/najbliższym w upalny dzień tuż przed spożyciem. Takie mrożone melony/arbuzy/winogrona/gruszki często można spotkać w dobrych saunariach, gdzie po mocnym rozgrzaniu ciała goście mogą się schłodzić od wewnątrz, właśnie połykając kawałki takich zmrożonych owoców. Przyznaję – to jest rozkosz dla rozgrzanego słońcem (lub piecem saunowym) organizmu.

Prawdziwe lody to te zrobione na bazie wysokiej jakości śmietany. Jeśli użyjemy odżywczych, nieskażonych składników, to takie lody w gorący dzień z powodzeniem mogą nam zastąpić posiłek, o czym pisałam tutaj.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *